Kocham hummus a do niego niezbędna jest pasta tahini... Przepisów w necie jest pełno. Ja prażę ziarna sezamu aż lekko zbrązowieją, studzę i miksuję z oliwą. Odrobina tej aksamitnej pasty nadaje hummusowi cały urok.
Jak robiłam ostatnią pastę zapachniało mi chałwą i zachciało mi się połasuchować jakichś słodkości.
Odłożyłam parę łyżek tahini do małej miseczki i zaczęłam eksperymenty... Najpierw dodałam trochę syropu ze smażenia skórki pomarańczowej. Później dołożyłam posiekaną skórkę. Potem trochę waniliowego cukru (ale takiego mojego prawdziwego - laskę wanili i cukier mielę w młynku do kawy i nic tego nie zastąpi). Z każdym dodatkiem robiło się co raz ciekawiej.
Oczywiście nie uzyskałam konsystencji chałwy ale łakomstwo nie pozwoliło na dalsze próby.
Syn zjadł na kanapkach. Mąż i córa z obiadem (odgrzane kotlety mielone, hummus, moskole i słodka tahini). A ja pożerałam jak leci...
Chyba jutro zrobię kolejną...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz