W cieniu termometr pokazuje 32 stopnie... pot spływa mi tam gdzie nie powinien... w okolicy siano zbierają (w taki upał!) a ja poznaję kolejne uroki kaszy jaglanej :)
Dziś kotlety wyczytane tutaj
Rodzinka jeszcze w świecie więc mam trochę czasu... upał rzucił mi się na głowę i umyłam caaałe dwa okna i sklęsłam.
Po zakończeniu roku szkolnego pojedziemy oddać krew do CZD więc już zaczęłam pić majową pokrzywę. Rano zaparzyłam a ona dalej gorąca. Szklanka pokrzywy i pół litra wody... potem łazienka i tak w koło. A jak zrywałam ziółka do sosu to musiałam się wspomóc litrem wody.
Przed oczami stoją mi dwa pudełka lodów schowane w czeluściach zamrażarki... a sumienie mówi "poczekaj na dzieci... poczekaj..."
Zostało mi jeszcze zadbać o pasztet pomidorowo-słonecznikowy na rano i zrobić majonez.
Z pozytywnych rzeczy : to co kiedyś wydawałam na mięcho i wędliny teraz z czystym sumieniem wydaję na warzywa i pestki (a mąż kibicuje), dzieci jedzą wszystko co im dam... bo nie mają wielkiego wyboru ale też nie protestują.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz