W cieniu termometr pokazuje 32 stopnie... pot spływa mi tam gdzie nie powinien... w okolicy siano zbierają (w taki upał!) a ja poznaję kolejne uroki kaszy jaglanej :)
Dziś kotlety wyczytane tutaj
Rodzinka jeszcze w świecie więc mam trochę czasu... upał rzucił mi się na głowę i umyłam caaałe dwa okna i sklęsłam.
Po zakończeniu roku szkolnego pojedziemy oddać krew do CZD więc już zaczęłam pić majową pokrzywę. Rano zaparzyłam a ona dalej gorąca. Szklanka pokrzywy i pół litra wody... potem łazienka i tak w koło. A jak zrywałam ziółka do sosu to musiałam się wspomóc litrem wody.
Przed oczami stoją mi dwa pudełka lodów schowane w czeluściach zamrażarki... a sumienie mówi "poczekaj na dzieci... poczekaj..."
Zostało mi jeszcze zadbać o pasztet pomidorowo-słonecznikowy na rano i zrobić majonez.
Z pozytywnych rzeczy : to co kiedyś wydawałam na mięcho i wędliny teraz z czystym sumieniem wydaję na warzywa i pestki (a mąż kibicuje), dzieci jedzą wszystko co im dam... bo nie mają wielkiego wyboru ale też nie protestują.
piątek, 21 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Zostaliśmy wege :D
Okazało się,że przejście na dietę wegetariańską wcale nie jest takie trudne... Po miesiącu nadal odkrywam nowe smaki. Ostatnim hitem są pasty i mazidła do kanapek.
Pasta z oliwek i pestek słonecznika.
Pasta z pomidorów suszonych na słońcu i pestek słonecznika.
Pasta z przecieru pomidorowego i zmielonych pestek słonecznika.
Mazidło ze zmielonego siemienia lnianego i oliwy.
Pasty z nasion strączkowych (hummus i fasolowa) jakoś się nie przyjęły.
Wszelakie kotleciki, burgery i placuszki... Kasze, przaśne placki, pieczone bułeczki...
Poezja na podniebieniu.
A po zwyczajowym obżarstwie nie ma uczucia ciężkości - co było dla na wielkim zaskoczeniem.
Dwa mięsne obiadki u babci i cioci zostały ciężko odchorowane straszliwą zgagą i bólem brzucha.
Pasta z oliwek i pestek słonecznika.
Pasta z pomidorów suszonych na słońcu i pestek słonecznika.
Pasta z przecieru pomidorowego i zmielonych pestek słonecznika.
Mazidło ze zmielonego siemienia lnianego i oliwy.
Pasty z nasion strączkowych (hummus i fasolowa) jakoś się nie przyjęły.
Wszelakie kotleciki, burgery i placuszki... Kasze, przaśne placki, pieczone bułeczki...
Poezja na podniebieniu.
A po zwyczajowym obżarstwie nie ma uczucia ciężkości - co było dla na wielkim zaskoczeniem.
Dwa mięsne obiadki u babci i cioci zostały ciężko odchorowane straszliwą zgagą i bólem brzucha.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)